„…żeby zdechł ten cwel co go skatował.” RASTI – historia psiego istnienia, która ma początek, środek i happy end ;-))

Zacznę jednak od początku, choć najbardziej korci mnie sam koniec.

Nie jestem zwolennikiem koloryzowania i tworzenia łzawych historii. Lubię fakty, lubię przemyślenia na dany temat i… szczęśliwe zakończenia.

Postaram się opowiedzieć Wam o wspólnej drodze jaką razem z Rastim przeszliśmy, jedni z nas wydeptując wspólne ścieżki każdego dnia, inni w miarę własnych możliwości, a byli i tacy którzy pomimo pewnej odległości robili co mogli, żeby pomóc.

17.11.2016 roku przez panią doktor Elżbietę Piechocką zostało odebrane zgłoszenie  o psie znajdującym się niedaleko Pionek. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że pies jest rannynajprawdopodobniej pobity, ma ropiejącą ranę na głowie, jest wygłodzony, kulejący (ma ranę na udzie), jest przerażony…

Nic dziwnego, że był w panice.

Obolały, otoczony obcymi ludźmi (dodatkowo auta zagradzały mu drogę) odebrał zabezpieczenie przed wypadnięciem na ulicę jako zasadzkę.

Podczas próby zabrania go, ugryzł panią doktor w dłoń.., na szczęście obyło się bez szycia. Jak się później okazało to strach i ślepota doprowadziły do tego zdarzenia, gdyż Rasti nie ma agresji w naturze.

Patrząc po łańcuchu zaciśniętym na szyi wnioskować można było, iż pies wcześniej posiadał „dom”, ale został z niego wyrzucony i prawdopodobnie okaleczony przez właściciela.

W pierwszej kolejności po przetransportowaniu do lecznicy PlusVet, Rasti został uwolniony z żelaznej „obroży” ściskającej jego chudą szyję, następnie zaopatrzono ranę na głowie, podano leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, sprawdzono także łapę czy nie była złamana.

Stan ogólnego wyniszczenia i odwodnienia nie wróżył zbyt dobrze, ale zostały podjęte wszelkie kroki by postawić psa na nogi.

19.11.2016 po opanowaniu emocji i podawaniu przez dwa dni leków, przyszedł czas na zabieg gruntownego czyszczenia rany na głowie.

To co się ukazało potwierdziło jedynie, iż uderzenie lub uderzenia były głębokie, bolesne i zadano je jakiś czas temu, na co wskazywał zaawansowany stan zapalny z obfitym ropnym wysiękiem.

Dodatkowo na nodze znajdowała się rana, która mogła być skutkiem uderzenia przez oprawcę lub zderzenia z pojazdem.

Kolejne dni to była walka o zaufanie Rastiego, ale jak się okazało, to pies z super charakterem i dobrą psychiką. Żadne z przeżyć, które możemy sobie wyobrazić nie spowodowało trwałego urazu, choć może nie jest tak jak to widzimy.

A może uraz jest głęboki, tylko Rasti potrafi POMIMO wszystko nadal cieszyć się życiem i towarzystwem człowieka.

Codzienna pielęgnacja, łagodny dotyk, spacery, czułe i cierpliwe traktowanie pozwoliły na wykonanie w sposób bezstresowy dalszej diagnostyki, w tym badania serduszka, morfologii, usg, a także wykonano ogolenie go calutkiego na łyso, gdyż całe ciało miał zaatakowane przez wszoły.

Strach pomyśleć, co by się z nim stało, gdyby nie pozwolił sobie pomóc…

Na szczęście to kochany, wspaniały pies.

Ktoś powie, ale on jest ślepy. Owszem jest ślepy i co z tego?

Nam wydaje się, że nie ma to nic do rzeczy lub mieć nie powinno, podczas podejmowania decyzji o adopcji, wszak nas też dopadają niedołężności i choroby, ale niestety…..

Człowiek pomimo swych dolegliwości w wielu przypadkach decyduje o sobie, może poprosić o pomoc, a pies jest zdany całkowicie na naszą dobrą wolę lub jej brak.

Rozumiem, że ludzie prowadzą różny tryb życia, że mniej sprawne zwierzę wymaga czasem weryfikacji warunków życia, wydatków, czy wprowadzenia pewnych ograniczeń dla innych domowników, ale warto czasem podjąć trudną decyzję, a w jego przypadku nie aż tak dramatyczną, jak się niektórym wydawało.

Rozmawiałam z kilkoma osobami o naszym cudeńku, komuś zapadł w serce i w pamięć, ktoś chciał dać dom, ale warunki były zbyt uciążliwe dla psiaka.

Mijały tygodnie, miesiące, rozpoczęłam rozmowy z fundacją Chata dla Zwierzaka i już się wystawało, że nikt go nie zechce, gdy nagle i niespodziewanie otrzymałam telefon od pani Agnieszki, z informacją, że jej imienniczka i przyjaciółka postanowiła ofiarować Rastiemu dom – prawdziwy, dobry i stały!!!!

Nasz kochany, wspaniały, czuły, radosny psiak, choć ślepotek, ma wreszcie SWOJĄ RODZINĘ i… ledwo do niej dołączył, usytuował się na łóżku. Tu niedowidzenie w niczym mu ponoć nie przeszkadza.

Wkurza nieco koleżankę, która całe lata mieszka ze swoją ludzką rodziną, a także lekko stresuje jedną z dwóch kotek, no ale jakoś się dotrą.

W wielu z nas sprawa Rasiego budziła ogromne emocje i choć jest już bezpieczny, u siebie, pod troskliwą opieką, to czasem nadal myślimy w najgorszych kategoriach o kreaturze, która go skrzywdziła i o tym co było gdyby.

Z ciekawostek zacytuję tytuł jednego przelewu: „Na Rastiego i żeby zdechł ten cwel co go skatował„.

I cóż tu więcej dodać …. Nikomu się źle nie życzy, tak mnie przynajmniej uczono, ale choć to nie jest wychowawcze, nie mogę tego innym zabronić.

Dziękuję WSZYSTKIM z całego serca, którzy w jakiejkolwiek formie pomagali i gratuluję wysiłku. Odnieśliśmy sukces, a Rastuś zyskał szansę wspaniałe życie.

Monika Glińska
wolontariusz PTOnZ

Post Author: Agnieszka Piksa