Pies adoptowany - Przytulisko Pionki

Kola vel Ciri – moje wspomnienie z 2010 roku

Tak sobie myślę, jakie to życie ma kręte ścieżki – dramat przeplata się ze szczęściem, o ile uda nam się na nie trafić i dostrzec je (rzecz jasna). Bywa, że nie doceniamy tego, co dobrego nas w życiu spotyka, a gdy to stracimy przychodzi refleksja, że przecież to było właśnie to, czego szukaliśmy przez pół życia. Może to zbyt filozoficzne spostrzeżenia w odniesieniu do losów zwierząt (mógłby ktoś rzec), ale one też przeżywają swoje dramaty (porzucenia, bicie, krzyki, zamknięcia w schroniskach, głód, itd.), ale to już Wszyscy wiemy, bywa, że one także dostają swoja kolejną szansę i pytanie jest tylko takie, czy ta szansa to faktycznie szczęście, które je spotyka (bo pytać czy ją wykorzystają właściwie nie możemy, wszak są to istoty zależne od nas – ludzi). W tym miejscu przedstawiam Wam moje wspomnienie sprzed 7 lat, to Kola vel Ciri 🙂

Co do jej historii, to jak się znalazła na ulicy – nie wiem. Gdy znalazłam ją w okolicy mojego osiedla (ponoć bywała wcześniej widziana w innym rejonie), była dość chuda, utykała (miała poranione poduszki na łapkach), ale nie wykazywała lęku przed ludźmi – była cudownie do nich nastawiona. Udało mi się namówić właściciela parkingu, na którym trzymałam auto, żeby ją wziął i o dziwo nie miał nic przeciwko temu :-)) Wraz z Panem Zbyszkiem dawaliśmy jej jeść, opatrywałam jej łapy, zrobiliśmy prowizoryczną budę z palet i grubych kartonów (to było rozwiązanie tymczasowe na kilka dni) i cieszyliśmy się, że sunia przychodzi i czuje się jak u siebie. Niestety nasza radość nie trwała zbyt długo. Kola powędrowała dalej, gdy tylko łapki jej się zagoiły i została odkarmiona. Wprawdzie pan Zbyszek odszukał ją, ale nie chciała wrócić – pomerdała ogonem i poszła dalej.
Pewnie gdyby była docelowa buda i kojec, to szanse na przywiązanie się jej do nowego miejsca byłyby większe, ale z perspektywy czasu (pomimo jej dalszych dramatycznych losów) wyszło jej to na dobre.

Po kilku tygodniach okazało się, że sunia zamieszkała w tunelu dworcowym – akurat był tam remont i pracownicy oraz ludzie przechodzący tamtędy do pracy dokarmiali ją codziennie. Kola w tamtym właśnie miejscu urodziła małe. Miała 6 szczeniąt – przeżyły 2.

Koleżanka zabrała ją z maluchami do siebie (Ela Fliszkiewicz wielkie dzięki Kochana) do czasu zorganizowania dla niej miejsca w przytulisku, w którym spędziła prawie dwa kolejne lata, czekając na swoją kolejną szansę.

W tym czasie Kolcia została wysterylizowana, wyleczona, zaszczepiona, była wyprowadzana na wybieg i na spacery na smyczy.

Szczerze mówiąc trochę straciliśmy nadzieję na poprawę losu dla niej i tu nagle niespodzianka!!! Pojawiła się na horyzoncie Zuzanna i Paweł!!!
Wielkie dzięki za to co jej ofiarowaliście!

Ciri (bo takie nowe imię dostała) została oczkiem w głowie swoich nowych opiekunów, oni dla niej też stali się całym światem :-)))

Na dowód przedstawiam fotkę z nowego, cudownego domu.

Kochani – raz jeszcze ogromne dzięki za to, że udaje się dzięki takim ludziom jak Wy odmieniać los zwierzaków, które inni skrzywdzili.

Oby było Was więcej :-)))

Monika Glińska
Wolontariusz PTOnZ

Post Author: Zwierzęta do Adopcji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *